piątek, 30 sierpnia 2013

~Rozdział Pierwszy~

Ze snu zbudziło mnie energiczne pukanie do drzwi.
-Proszę.
Duże, białe drzwi zamaszyście się otwarły, a w progu stanęła średniego wzrostu dziewczyna o kasztanowych włosach. Uśmiechnęła się do mnie i podeszła do łóżka szpitalnego.
-To już jutro - zaczęła rozpromieniona, po czym usiadła na (także białym) krześle. -Oh, Rose, nie mogę się już doczekać, jak stąd wyjdziesz!
-Tak, Emmo, ja też. Już wszystko gotowe, tak?
Lekarze nie uznali, żebym miała jakiekolwiek trudności w życiu codziennym, a poza tym bardzo starałam się podczas rehabilitacji (na początku miałam trudności z chodzeniem, przez pięciomiesięczną śpiączkę) , dzięki czemu mogłam wyjść wcześniej (pfff, dziewięć miesięcy to i tak za długo...) .
-Tak, tylko trzeba jeszcze Cię spakować. Poradzisz sobie z tym, prawda?
-Spokojnie. Nie jestem niepełnosprawna, a poza tym nie jest tego tak wiele. Za chwilę to zrobię. Podasz mi, proszę tamten plecak? - Wskazałam na czarny tornister w różowe gwiazdki z białym logo Adidas'a na środku, leżący w rogu pomieszczenia. Ta tylko wstała i biorąc rzecz w dłonie z dezaprobatą spojżała to na plecak, to na mnie.
- Rose... Nie, no, na serio? ... Trzeba będzie coś z tym zrobić. Jak już będziesz u nas to ta rzecz - potrząsnęła tornistrem - ląduje w śmieciach.
-No dobrze - zaśmiałam się, po czym wyciągnęłam rękę w kierunku przyjaciółki. - Dzięki. Zrobisz dla mnie coś jeszcze?
-Słucham - odparła zniecierpliwiona.
-W tych automatach przy placu zabaw mają taką dobrą kawę... - zaczęłam. Em od razu spojrzała na mnie spode łba.
-Yhy, coś jeszcze? Nie odwdzięczysz mi się do końca życia.
To prawda. Odkąd po raz pierwszy przyniosła mi tą kawę (było to jakieś trzy miesiące temu), to za każdym razem, jak tu jest proszę ją o to.
-Dzięki.
Wyszła.
Emma była moją przyjaciółką już kiedyś, ale niestety nie pamiętam tego. Uświadomiła mi to podczas pierwszej wizyty. Przychodziła do mnie w odwiedziny średnio co tydzień - rozumiem, szkoła i inne obowiązki.  Jej rodzina była bardzo związana z moją, więc zaproponowali, że będę mieszkała u nich po opuszczeniu szpitala. Przyjęłam propozycję.
Odetchnęłam i oprałam głowę o poduszkę. Sięgnęłam po smartphone'a i odblokowałam go. Na ekranie widniała wiadomość z e-komunikatora:
SpiritMaster: No i jak się czujesz?
SnowedRose: Już dobrze. Jutro wychodzę ^^
SM: Bóle minęły? Na pewno?
SR: Tak, na 100% O nic się nie martw. Jak tam twoja książka?
SM: Już przeczytałem. Macocha zabiła, a pokojówka zatarła ślady. ;>
SR: Coś tak czułam;>
SpiritMaster'a poznałam na początku maja. Nie znamy swoich imion i miejsc zamieszkania. Jedyne, co wiem, to to, że także mieszka w Ameryce.  I to tyle. Bardzo szybko nawiązaliśmy więź. Był moim najlepszym przyjacielem (co może okazać się dziwne, ponieważ praktycznie nic o nim nie wiem).
SR: Posłałam Emmę po kawę, więc mam tylko chwilkę, by popisać. Jak tam twoja siostra? Już lepiej?
SM: Tak, i to zdecydowanie. Dzięki, że pytasz.
SR: Nie ma za co. Widziałeś już ten nowy film...
I tak ciągnęliśmy rozmowę, pisząc o błahych sprawach. Po jakimś czasie drzwi ponownie się otwarły.
SR: Muszę kończyć. Papa.
SM: Powodzenia w nowym życiu. Cześć.
-Wróciłam. A ty tu co? Ja tu po kawę ci lecę, a ty gadu, gadu na telefonie, tak?
-Em...- odparłam zmieszana. -Nie, ja tylko... Już się pakuję. - wstałam z łóżka i przykucnęłam obok szafki. W tej oto szafce były moje wszystkie rzeczy... Z łatwością dałoby się to wyliczyć na palcach obu rąk: dwie pary piżamy na zmianę, bielizna, kosmetyki, ładowarka, książka, długopis, zeszyt i ręczniki. Spakowałam prawie wszystko i odłożyłam plecak na miejsce.
-Ah, właśnie- powiedziała Em, kładąc kawę na szafkę przy łóżku. -Pomyślałam sobie, że jak będziesz wychodziła, to będziesz musiała założyć normalne ubranie. - zdjęła czarną, skórzaną  torebkę z ramienia. -Więc kupiłam ci to. - podążyłam za jej wzrokiem i mym oczom ukazała się niewielka siatka z logiem jakiegoś sklepu (nie wiem, jakiego, bo mam amnezję a w szpitalu nosi się tylko piżamy). Sięgnęłam po pakunek i uśmiechnęłam się do niej na znak wdzięczności. Położyłam to na stoliku i usiadłam na łóżko. Emma nieco zdezorientowana usiadła na taboret i przyglądała się głupio siatce.
-Nie zobaczysz, co jest w środku?
-Teraz? Po co? Jutro zobaczę. Mam prośbę. - przyglądała mi się z oczekiwaniem. - Opiszesz mi szkołę i pracowników?
-Oh. Spoko. No więc...Ehm na początek może dyrcio Bugs. -pokiwała głową. Nie bardzo rozumiem, co ten gest znaczy. Przyglądałam się dziewczynie w skupieniu.- Więc on... jest dziwny, wydaje się być miły i głupi, ale mam wrażenie, że jest strasznie zboczony... fuuj.- Wzdrygnęła się. - Dość już o nim. Teraz Wice dyrektorka. Pani McCarrey jest strasznie ostra i spięta. Trzeba przy niej uważać na zasady. Teraz pan Rabbit (czyżby nauczyciel biologii?) , nauczyciel biologii. Jest bardzo młody, przystojny, miły i troskliwy... za bardzo. Nie lubię go, jest... uszczypliwy. Z panem Radcliffem mamy praktyki z pierwszej pomocy i innych. Jest spoko, ale bardzo ceni kulturę osobistą. Pani Beef uczy angielskiego. Jest dość zafascynowana tym przedmiotem. Trzeba być u niej pilnym, bo jak się podpadnie, to ma się przeyebane do końca szkoły. Resztę nauczycieli z tego, co wiem mamy innych. Szkoła jest nowym budynkiem i jest całkiem ładna. Uczniowie w większości pochodzą z bogatych i wpływowych rodzin, reszta osób to po prostu kujony, tak jak ty, czy ja. Nie uwierzysz, jakimi no-life'ami się stałyśmy, by dostać się do tej szkoły... - westchnęła i posmutniała na to wspomnienie. -To wszystko, co musisz wiedzieć.
-Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś.
-Jestem tego świadoma. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem podekscytowana, że w końcu stąd wyjdziesz.



No i w końcu jest TEN dzień. Piątek, zaczął się ostatni weekend wakacji. Szczęśliwa zajrzałam do siatki, którą wczoraj podarowała mi Emma. Znalazłam tam białą koszulkę na ramiączkach z dużą, czarną czaszką na środku, krótkie, dżinsowe spodenki i (nawet buty się znalazły) granatowe trampki. Nie wypłacę się tej dziewczynie do końca życia.
Po przebraniu się i spleceniu włosów w luźny warkocz, sięgnęłam po plecak. Dokładnie w tym samym czasie do pomieszczenia wleciała Em.
-Wiedziałam, że będzie ci pasować. – złapała mnie za łokieć i pociągnęła w kierunku drzwi. –No szybciej, bo się spóźnimy!
-Co? Gdzie?
-Tajemnica. Ale najpierw zabieram cię do domu. 

2 komentarze:

  1. Cześć ;)
    Tu Orzeszekk ;P Nie wiem czemu się rozłączyłaś, ale trochę szkoda ;c
    Rozdział świetny <3 Na pewno będę czytać całe opowiadanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się pokazało, że to ty się rozłączyłaś ;_; Internet kłamie. Całe szczęście, że masz konto google.. uff. :>

      Usuń