Ze
snu zbudziło mnie energiczne pukanie do drzwi.
-Proszę.
Duże,
białe drzwi zamaszyście się otwarły, a w progu stanęła średniego wzrostu
dziewczyna o kasztanowych włosach. Uśmiechnęła się do mnie i podeszła do łóżka
szpitalnego.
-To
już jutro - zaczęła rozpromieniona, po czym usiadła na (także białym) krześle.
-Oh, Rose, nie mogę się już doczekać, jak stąd wyjdziesz!
-Tak,
Emmo, ja też. Już wszystko gotowe, tak?
Lekarze
nie uznali, żebym miała jakiekolwiek trudności w życiu codziennym, a poza tym
bardzo starałam się podczas rehabilitacji (na początku miałam trudności z
chodzeniem, przez pięciomiesięczną śpiączkę) , dzięki czemu mogłam wyjść
wcześniej (pfff, dziewięć miesięcy to i tak za długo...) .
-Tak,
tylko trzeba jeszcze Cię spakować. Poradzisz sobie z tym, prawda?
-Spokojnie.
Nie jestem niepełnosprawna, a poza tym nie jest tego tak wiele. Za chwilę to
zrobię. Podasz mi, proszę tamten plecak? - Wskazałam na czarny tornister w
różowe gwiazdki z białym logo Adidas'a na środku, leżący w rogu pomieszczenia.
Ta tylko wstała i biorąc rzecz w dłonie z dezaprobatą spojżała to na plecak, to
na mnie.
-
Rose... Nie, no, na serio? ... Trzeba będzie coś z tym zrobić. Jak już będziesz
u nas to ta rzecz - potrząsnęła tornistrem - ląduje w śmieciach.
-No
dobrze - zaśmiałam się, po czym wyciągnęłam rękę w kierunku przyjaciółki. -
Dzięki. Zrobisz dla mnie coś jeszcze?
-Słucham
- odparła zniecierpliwiona.
-W
tych automatach przy placu zabaw mają taką dobrą kawę... - zaczęłam. Em od razu
spojrzała na mnie spode łba.
-Yhy,
coś jeszcze? Nie odwdzięczysz mi się do końca życia.
To
prawda. Odkąd po raz pierwszy przyniosła mi tą kawę (było to jakieś trzy
miesiące temu), to za każdym razem, jak tu jest proszę ją o to.
-Dzięki.
Wyszła.
Emma
była moją przyjaciółką już kiedyś, ale niestety nie pamiętam tego. Uświadomiła
mi to podczas pierwszej wizyty. Przychodziła do mnie w odwiedziny średnio co
tydzień - rozumiem, szkoła i inne obowiązki.
Jej rodzina była bardzo związana z moją, więc zaproponowali, że będę
mieszkała u nich po opuszczeniu szpitala. Przyjęłam propozycję.
Odetchnęłam
i oprałam głowę o poduszkę. Sięgnęłam po smartphone'a i odblokowałam go. Na
ekranie widniała wiadomość z e-komunikatora:
SpiritMaster:
No i jak się czujesz?
SnowedRose:
Już dobrze. Jutro wychodzę ^^
SM:
Bóle minęły? Na pewno?
SR:
Tak, na 100% O nic się nie martw. Jak tam twoja książka?
SM:
Już przeczytałem. Macocha zabiła, a pokojówka zatarła ślady. ;>
SR:
Coś tak czułam;>
SpiritMaster'a
poznałam na początku maja. Nie znamy swoich imion i miejsc zamieszkania.
Jedyne, co wiem, to to, że także mieszka w Ameryce. I to tyle. Bardzo szybko nawiązaliśmy więź.
Był moim najlepszym przyjacielem (co może okazać się dziwne, ponieważ
praktycznie nic o nim nie wiem).
SR:
Posłałam Emmę po kawę, więc mam tylko chwilkę, by popisać. Jak tam twoja
siostra? Już lepiej?
SM: Tak, i to zdecydowanie. Dzięki, że pytasz.
SR:
Nie ma za co. Widziałeś już ten nowy film...
I tak
ciągnęliśmy rozmowę, pisząc o błahych sprawach. Po jakimś czasie drzwi ponownie
się otwarły.
SR:
Muszę kończyć. Papa.
SM:
Powodzenia w nowym życiu. Cześć.
-Wróciłam.
A ty tu co? Ja tu po kawę ci lecę, a ty gadu, gadu na telefonie, tak?
-Em...-
odparłam zmieszana. -Nie, ja tylko... Już się pakuję. - wstałam z łóżka i
przykucnęłam obok szafki. W tej oto szafce były moje wszystkie rzeczy... Z
łatwością dałoby się to wyliczyć na palcach obu rąk: dwie pary piżamy na
zmianę, bielizna, kosmetyki, ładowarka, książka, długopis, zeszyt i ręczniki.
Spakowałam prawie wszystko i odłożyłam plecak na miejsce.
-Ah,
właśnie- powiedziała Em, kładąc kawę na szafkę przy łóżku. -Pomyślałam sobie,
że jak będziesz wychodziła, to będziesz musiała założyć normalne ubranie. -
zdjęła czarną, skórzaną torebkę z
ramienia. -Więc kupiłam ci to. - podążyłam za jej wzrokiem i mym oczom ukazała
się niewielka siatka z logiem jakiegoś sklepu (nie wiem, jakiego, bo mam amnezję
a w szpitalu nosi się tylko piżamy). Sięgnęłam po pakunek i uśmiechnęłam się do
niej na znak wdzięczności. Położyłam to na stoliku i usiadłam na łóżko. Emma
nieco zdezorientowana usiadła na taboret i przyglądała się głupio siatce.
-Nie
zobaczysz, co jest w środku?
-Teraz?
Po co? Jutro zobaczę. Mam prośbę. - przyglądała mi się z oczekiwaniem. -
Opiszesz mi szkołę i pracowników?
-Oh.
Spoko. No więc...Ehm na początek może dyrcio Bugs. -pokiwała głową. Nie bardzo
rozumiem, co ten gest znaczy. Przyglądałam się dziewczynie w skupieniu.- Więc on...
jest dziwny, wydaje się być miły i głupi, ale mam wrażenie, że jest strasznie
zboczony... fuuj.- Wzdrygnęła się. - Dość już o nim. Teraz Wice dyrektorka.
Pani McCarrey jest strasznie ostra i spięta. Trzeba przy niej uważać na zasady.
Teraz pan Rabbit (czyżby nauczyciel biologii?) , nauczyciel biologii. Jest
bardzo młody, przystojny, miły i troskliwy... za bardzo. Nie lubię go, jest...
uszczypliwy. Z panem Radcliffem mamy praktyki z pierwszej pomocy i innych. Jest
spoko, ale bardzo ceni kulturę osobistą. Pani Beef uczy angielskiego. Jest dość
zafascynowana tym przedmiotem. Trzeba być u niej pilnym, bo jak się podpadnie,
to ma się przeyebane do końca szkoły. Resztę nauczycieli z tego, co wiem mamy
innych. Szkoła jest nowym budynkiem i jest całkiem ładna. Uczniowie w
większości pochodzą z bogatych i wpływowych rodzin, reszta osób to po prostu
kujony, tak jak ty, czy ja. Nie uwierzysz, jakimi no-life'ami się stałyśmy, by
dostać się do tej szkoły... - westchnęła i posmutniała na to wspomnienie. -To
wszystko, co musisz wiedzieć.
-Dziękuję.
Nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś.
-Jestem
tego świadoma. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem podekscytowana, że w końcu
stąd wyjdziesz.
No i
w końcu jest TEN dzień. Piątek, zaczął się ostatni weekend wakacji. Szczęśliwa
zajrzałam do siatki, którą wczoraj podarowała mi Emma. Znalazłam tam białą
koszulkę na ramiączkach z dużą, czarną czaszką na środku, krótkie, dżinsowe
spodenki i (nawet buty się znalazły) granatowe trampki. Nie wypłacę się tej
dziewczynie do końca życia.
Po
przebraniu się i spleceniu włosów w luźny warkocz, sięgnęłam po plecak.
Dokładnie w tym samym czasie do pomieszczenia wleciała Em.
-Wiedziałam,
że będzie ci pasować. – złapała mnie za łokieć i pociągnęła w kierunku drzwi.
–No szybciej, bo się spóźnimy!
-Co?
Gdzie?
-Tajemnica. Ale najpierw zabieram cię do domu.