W październiku 2014 roku miałam szesnaście lat. Chodziłam do pierwszej klasy Uniwersytetu Johns'a Hopkins'a w Baltimore. Mieszkałam jednak w Kingsville- w sumie bardziej na wsi, bo w domku jednorodzinnym przy granicy miasta.
Miałam wspaniałą rodzinę- kochających rodziców i dwie młodsze siostry, które wówczas miały jedenaście i trzy lata. Naprawdę za nimi nie przepadałam i chciałam, by ich nie było. Jednak dopiero po stracie dowiadujemy się, jak ktoś był dla nas ważny.
-Już jestem! -Krzyknęłam.
-To dobrze. Pośpiesz się, nie mam czasu. Popilnuj Sophie na chwilę. -Powiedziała mama, idąc z salonu do gabinetu. Rodzicielka była niską, zielonooką blondynką, z ciemnoblond pasemkami.
-Jezu...-odetchnęłam.
-Rose! Wiesz, że Sophie jest mała! ma dopiero trzy lata. Jak niby miałaby się sobą zająć?!
-A Monica gdzie?
-U sąsiadów.
-No fajnie.
-Weź przestań dziewczyno! Co ci zrobi jakieś pół godziny z siostrą? Zabije cię? -zażartowała.
-Tak! -Mówiąc to uśmiechnęłam się do niej.
Zanim się obejrzałam, mamy już nie było.
Niby był październik, ale zimno jak w grudniu. Co prawda śniegu jeszcze nie było, lecz termometr nieuchronnie zbliżał się do zera stopni Celsjusza.
W kominku palił się mały płomyczek. Siedziałam na podłodze i bawiłam się z najmłodszą siostrą. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam i otworzyłam. U progu drzwi stała Abigail moja druga młodsza siostra.
-Hej, weź zostań trochę na dole z Sophie, ja pójdę do góry po komórkę i coś do czytania- powiedziałam szybko- zaraz wrócę, ok?
-Okeeeeeeeeeeeeej...-Powiedziała znudzonym i pełnym zarzutów tonem.
Pomknęłam szybko do góry. Książkę dorwałam tak prędko, jak tylko mogłam, ale telefonu nigdzie nie było. Przeszukałam cały, mierzący siedemnaście metrów kwadratowych, różowy pokój.
-Tak to jest, jak się sprząta!- Mruknęłam sama do siebie.
Wtedy coś zabłysło mi przed oczami. A był to mój trzyletni, czarny Sony Ericsson. Po podniesieniu telefonu i schowaniu go to kieszeni spodni zwróciłam się ku drzwiom. Łapiąc zza nie poczułam charakterystyczny zapach... spalenizny ?!
Zbiegłam po schodach i ujrzałam pełen płomieni przedpokój. Spróbowałam dostać się do salonu, lecz nie udało mi się. Ze wszystkich stron otaczał mnie ogień! W pomieszczeniu tuż obok -gabinecie -znajdowali się rodzice, lecz także nie miałam do nich dostępu. Z zamkniętymi oczami i zasłoniętą buzią, oraz książką w dłoni pobiegłam przez werandę, aby dostać się na zewnątrz. Gdy byłam już przed domem, ujrzałam skupisko sąsiadów przyulicznych, przyglądających się tragedii. Jedna z kobiet -pani Stephanie -przytuliła mnie i zaprowadziła na ławkę. Chwilę później usłyszałam dźwięk syreny . Było to pogotowie, oraz dwa wozy strażackie. Akcja ratunkowa trwała trzy godziny, tak mi się przynajmniej zdawało.
Po tym zdarzeniu, w skutek szoku i poczucia winy zapadłam w śpiączkę. Trwała ona niecały rok- dziesięć miesięcy. Niestety przez te wydarzenia straciłam pamięć sprzed całego mojego dotychczasowego życia.
Ja spałam i się wybudziłam. Oni natomiast będą już spać wiecznie.
To, co zdarzyło się jej, mogło przytrafić się każdemu - wypadek, śmierć bliskich i utrata pamięci. Czy Rose odnajdzie miejsce dla siebie? Czy pomoc przyjaciółki będzie wystarczająca, by odkryć tajemnicę, jaką kryje medyczna szkoła dla głównie bogatych dzieci znanych i wpływowych rodzin? Dodajmy jeszcze, że nikt nie wie o tym, co się jej przytrafiło i że niczego nie pamięta.
wtorek, 13 listopada 2012
Na poczatek ^.^
Na tym blogu znajduje się opowiadanie wymyślone całkowicie przeze mnie. Zdarzenia i postacie są całkowicie fikcyjne i nierzeczywiste.
Dziękuję i pozdrawiam.
Dziękuję i pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)